Menopauza to nie tylko zmiany hormonalne, ale także moment ważnych pytań o siebie i swoje życie. O lęku przed starzeniem, kryzysie wieku średniego i odkrywaniu siły dojrzałości rozmawiamy z Urszulą Sołtys-Parą, psychoterapeutką, autorką książki Lawendowe lata. Odkryj w sobie moc dojrzałości.
Menopauza wciąż bywa przedstawiana przede wszystkim jako czas strat – młodości, atrakcyjności, sprawności czy sprawczości. Tymczasem dla wielu kobiet jest również okresem ważnych przewartościowań, większej odwagi i lepszego poznania siebie. To moment, w którym zmienia się nie tylko ciało, ale także sposób patrzenia na życie, relacje i własne potrzeby. O tym, jak przejść przez ten etap z większym spokojem, dlaczego kryzys wieku średniego nie musi być kryzysem oraz skąd czerpać siłę, rozmawiamy z psycholożką i psychoterapeutką - Urszulą Sołtys-Parą.
Wiele kobiet mówi, że okres okołomenopauzalny jest nie tylko zmianą hormonalną, ale też symbolicznym końcem pewnego etapu życia. Dlaczego właśnie wtedy tak często wracają pytania: co już było i co jeszcze przede mną?
Okres okołomenopauzalny często nie jest jednym wydarzeniem, ale momentem, w którym nakłada się na siebie wiele zmian. Przez całe życie nieustannie się zmieniamy, jednak po czterdziestce te przemiany stają się szczególnie wyraźne. To czas, gdy wiele kobiet doświadcza jednocześnie zmian biologicznych, rodzinnych i psychologicznych. Często dzieci stają się bardziej samodzielne, wyprowadzają się lub budują własne życie. Zdarza się też, że odwracają się role w relacjach z rodzicami – osoby, które dotąd były dla nas oparciem, zaczynają potrzebować naszej pomocy. To naturalnie skłania do refleksji nad upływem czasu i własnym miejscem w życiu.
Dodatkowo zmiany hormonalne mogą wpływać na nasze samopoczucie i sposób reagowania. Psychologowie od dawna zwracali uwagę, że w połowie życia pojawia się potrzeba podsumowania: co udało nam się osiągnąć, z czego jesteśmy dumne, a czego wciąż pragniemy. To moment, w którym coraz wyraźniej dostrzegamy, że czas nie jest nieograniczony. I choć ta świadomość bywa źródłem lęku, może też stać się ogromną siłą. Kiedy jesteśmy młode, często zakładamy, że na wszystko jeszcze przyjdzie pora. Po czterdziestce wiemy już, że niektórych decyzji nie warto odkładać bez końca. Dlatego wiele kobiet zaczyna zadawać sobie pytanie: jak chcę przeżyć kolejne lata, żeby nie zmarnować tego czasu? Paradoksalnie właśnie wtedy życie często nabiera większej intensywności i smaku. Kobiety częściej mają odwagę kończyć destrukcyjne relacje, zmieniać pracę, stawiać granice czy wreszcie zadbać o własny dobrostan. Pojawia się większa zgoda na bycie sobą i mniejsza potrzeba spełniania oczekiwań innych. Dla wielu z nich nie jest to więc wyłącznie czas strat, ale również początek nowego etapu – bardziej świadomego i autentycznego.
Skąd bierze się poczucie, że „najlepsze lata już minęły”? Czy to naturalny etap rozwoju, czy raczej efekt kultury, która gloryfikuje młodość?
Myślę, że to połączenie obu tych czynników. Bardzo lubię myśl zawartą w książce Ciało kobiety, mądrość kobiety Christiane Northrup: lat nam przybywa, ale nie musimy się starzeć. To zdanie dobrze pokazuje różnicę między upływem czasu a tym, jak przeżywamy kolejne etapy życia. Starzenie biologiczne jest nieuniknione, ale sposób, w jaki funkcjonujemy, w dużej mierze zależy od nas. Jeśli dbamy o zdrowie – regularnie się ruszamy, dobrze się odżywiamy, wysypiamy, pielęgnujemy relacje i troszczymy się o dobrostan psychiczny – możemy przez długie lata czuć się sprawne, aktywne i pełne energii. To uniwersalne filary zdrowia, które służą nam niezależnie od wieku.
Jednocześnie żyjemy w kulturze, która bardzo mocno promuje młodość i określony ideał wyglądu. Problem polega na tym, że ten wzorzec jest niezwykle wąski, podczas gdy ludzie z natury są różnorodni – różnimy się budową ciała, temperamentem, urodą i sposobem starzenia się. Kiedy próbujemy za wszelką cenę dopasować się do jednego modelu, łatwo wpaść w pułapkę ciągłego porównywania się i poczucia, że wciąż jesteśmy niewystarczające. Nie chodzi o to, żeby potępiać medycynę estetyczną czy zabiegi poprawiające wygląd. Jeśli ktoś robi to dla siebie i dzięki temu czuje się lepiej, nie ma w tym nic złego. Warto jednak zadać sobie pytanie o motywację. Czy dbam o siebie, bo chcę poprawić swoje samopoczucie, czy dlatego, że próbuję zatrzymać czas i uciec przed naturalnym procesem starzenia? To dwie zupełnie różne postawy.
Dobrze też pamiętać, że dziś żyjemy znacznie dłużej i dłużej zachowujemy sprawność niż wcześniejsze pokolenia. Jak wspomina szwedzki psychiatra Anders Hansen w swoich książkach i wypowiedziach na temat szczęścia, największy spadek satysfakcji z życia często przypada na okres między 45. a 55. rokiem życia. Po 55. roku życia natomiast odnotowuje się ponowny wzrost zadowolenia z życia. Dekada między 45.a 55. rokiem życia to czas wielu zmian i przewartościowań. Później poziom zadowolenia z życia zazwyczaj znowu rośnie. Można więc powiedzieć, że kryzys wieku średniego jest często etapem przejściowym, a nie początkiem nieuchronnego pogorszenia. Dlatego zamiast myśleć, że najlepsze lata już minęły, warto potraktować ten moment jako zaproszenie do zadbania o siebie i świadomego wejścia w kolejny etap życia. Kryzysy mijają, a dojrzałość bardzo często przynosi większy spokój, akceptację siebie i satysfakcję niż wcześniejsze dekady.
W swojej książce pisze Pani o odkrywaniu mocy dojrzałości. Jak przejść od myślenia: „co tracę?” do pytania: „co mogę zyskać?”
rzede wszystkim warto zaakceptować, że prawdziwe jest jedno i drugie. Dojrzałość niesie zarówno straty, jak i nowe możliwości. Judith Viorst pięknie pisze o tym w książce To, co musimy utracić – każda zmiana oznacza jednocześnie zamknięcie jednego etapu i otwarcie kolejnego. Coś się kończy, ale zawsze zaczyna się też coś nowego.
W okresie okołomenopauzalnym wiele kobiet doświadcza realnych strat. Dla jednej będzie to świadomość, że nie zostanie już mamą, dla innej – że pewnych marzeń nie uda się zrealizować. Takie uczucia są naturalne i czasem wymagają przeżycia żałoby, rozumianej nie tylko jako reakcja na śmierć, ale również jako pożegnanie z tym, co już nie wróci. Dopiero kiedy zaakceptujemy, że pewien etap minął, możemy z ciekawością spojrzeć na to, co jest jeszcze przed nami. To właśnie wtedy warto zadać sobie pytanie: co mogę zrobić z tym, co mam dzisiaj? Bardzo bliski jest mi nurt psychoterapii ericksonowskiej, który koncentruje się na szukaniu zasobów i nowych możliwości. A tych po czterdziestce naprawdę nie brakuje. Mamy doświadczenie, lepiej znamy siebie, wiemy, co nam służy, a co nie. Często łatwiej stawiamy granice i świadomiej wybieramy ludzi oraz aktywności, które są dla nas ważne. Jednocześnie wiele ograniczeń istnieje przede wszystkim w naszych głowach. Jeśli ktoś myśli: „Lekcje rysunku? To już nie dla mnie”, warto zatrzymać się i zapytać: czy to rzeczywiście mój limit, czy raczej kulturowy stereotyp? Dopóki zdrowie na to pozwala, naprawdę na niewiele rzeczy jest „za późno”. Coraz częściej robimy coś nie po to, by odnieść sukces, ale dlatego, że sprawia nam to radość. Biegamy, bo lubimy biegać, uczymy się języka dla przyjemności, zaczynamy malować, bo daje nam to satysfakcję. To ogromna zmiana perspektywy. Takiego sposobu myślenia można się uczyć. Nasz umysł ma tendencję do koncentrowania się na brakach – na tym, czego już nie ma albo czego nie udało się osiągnąć. Tymczasem równie prawdziwe jest to, że zawsze coś pozostaje i zawsze pojawiają się nowe możliwości. Warto świadomie kierować uwagę na pytanie: co jest dostępne dla mnie teraz? Bardzo lubię ćwiczenie zaproponowane przez Julię Cameron w książce Nigdy nie jest za późno na nowy początek. Zachęca ona, by na kilka sposobów zadać sobie pytanie: „gdyby nie było za późno, to bym…”, a potem przyjrzeć się odpowiedziom i je zweryfikować. To proste ćwiczenie potrafi otworzyć zupełnie nową perspektywę. W końcu coraz częściej mówimy dziś nie tylko o wieku metrykalnym, ale również o wieku biologicznym. To, ile mamy lat, jest faktem. Znacznie ważniejsze jest jednak to, jak żyjemy i co chcemy zrobić z czasem, który mamy przed sobą.
Dla wielu kobiet menopauza zbiega się z innymi zmianami – dzieci wyprowadzają się z domu, zmienia się relacja z partnerem, pojawiają się wyzwania zawodowe albo konieczność opieki nad starzejącymi się rodzicami. Jak nie dać się przytłoczyć poczuciu, że wszystko zmienia się jednocześnie?
zeczywiście jest to moment, w którym wiele życiowych zmian nakłada się na siebie. Dlatego przede wszystkim warto pamiętać, że to jest etap, a nie nowa rzeczywistość na zawsze. Gdy patrzymy na trudności jak na coś tymczasowego, łatwiej przez nie przejść. Możemy powiedzieć sobie: „teraz jest wyjątkowo trudno, ale to nie znaczy, że tak będzie już zawsze”. Czasem rzeczywiście wszystko dzieje się naraz – rodzice chorują, dzieci mają własne problemy, w pracy pojawiają się nowe wyzwania, a jednocześnie my same zmagamy się z objawami menopauzy. W takich momentach szczególnie ważne jest, by nie rezygnować z dbania o siebie. Paradoksalnie im więcej mamy na głowie, tym bardziej potrzebujemy zadbać o własne zasoby. Prawdziwe jest powiedzenie: „martwy ratownik to zły ratownik”. Jeśli chcemy wspierać innych, najpierw musimy zatroszczyć się o siebie. To nie egoizm, ale konieczny warunek, żeby mieć siłę pomagać. Dla jednej osoby będzie to rozmowa z przyjaciółką, dla innej spacer, bieganie, chwila z książką czy obejrzenie odcinka ulubionego serialu. Ważne, by regularnie dawać sobie przestrzeń na odpoczynek i regenerację – bez poczucia winy.
Pomaga również zmiana perspektywy. Menopauza jest naturalnym etapem życia, którego doświadcza połowa ludzkości. Co więcej, żyjemy w czasach, w których coraz więcej kobiet dożywa tego okresu w dobrym zdrowiu i ma przed sobą jeszcze wiele aktywnych lat. To nie tylko koniec pewnego etapu, ale także początek kolejnego. W wielu kulturach dojrzałość kobiet była zresztą postrzegana jako szczególna wartość. Christiane Northrup opisuje społeczności, w których kobiety po menopauzie cieszyły się wyjątkowym autorytetem, bo przypisywano im większą mądrość i życiowe doświadczenie. To one stawały się doradczyniami, uzdrowicielkami czy strażniczkami wiedzy. W naszej kulturze często o tym zapominamy, skupiając się głównie na tym, co przemija. Dlatego warto świadomie przeformułować sposób myślenia o tym okresie. Być może z wiekiem tracimy część fizycznej sprawności czy szybkości reagowania, ale jednocześnie zyskujemy coś niezwykle cennego – doświadczenie, większy dystans do wielu spraw, lepsze poznanie siebie i umiejętność odróżniania tego, co naprawdę ważne, od tego, co tylko wydawało się ważne. To również jest wartość i dobrze jest nauczyć się ją dostrzegać.
Lęk przed starzeniem często nie dotyczy samych zmarszczek, ale utraty atrakcyjności, sprawczości czy poczucia, że jest się potrzebną. Jak pracować z tymi obawami, żeby nie zaczęły definiować naszej codzienności?
Przede wszystkim warto przewartościować to, na czym budujemy poczucie własnej wartości. Jeśli opieramy je głównie na wyglądzie, prędzej czy później pojawi się lęk, bo uroda jest czymś naturalnie zmiennym i przemijającym. To bardzo kruchy fundament. Znacznie trwalszą inwestycją jest rozwijanie siebie – swojej osobowości, relacji, zainteresowań, wiedzy i doświadczeń. To są obszary, które mogą się rozwijać przez całe życie. Możemy uczyć się nowych rzeczy, zdobywać kolejne umiejętności, poznawać ludzi, odkrywać pasje. W tym sensie wiek naprawdę nie musi być ograniczeniem.
Oczywiście ciało się zmienia. U wielu kobiet w okresie menopauzy zmienia się masa ciała czy sposób odkładania tkanki tłuszczowej. To naturalne procesy biologiczne. Warto jednak reagować na nie z troską, a nie z lękiem. Zamiast obsesyjnie koncentrować się na wadze, lepiej zadać sobie pytanie: co mogę zrobić dla swojego zdrowia i dobrego samopoczucia? Może więcej się ruszać, zadbać o sen, zmienić sposób odżywiania. Chodzi o wspieranie organizmu, a nie prowadzenie nieustannej walki z własnym ciałem. Nie jest to łatwe, bo żyjemy w kulturze obrazkowej, która bardzo mocno promuje młodość i atrakcyjność fizyczną. Wokół tego zbudowano ogromny rynek, dlatego nieustannie dostajemy komunikaty, że powinniśmy wyglądać młodziej, szczuplej czy „lepiej”. Tym bardziej potrzebujemy dystansu i świadomości, że wygląd nie jest wyznacznikiem wartości człowieka. Zresztą gdyby stereotypowo rozumiane piękno rzeczywiście gwarantowało szczęście, osoby uznawane za najpiękniejsze nigdy nie doświadczałyby kryzysów, depresji czy samotności. A przecież wiemy, że tak nie jest. Wygląd może być atutem, ale nie daje ani poczucia sensu, ani trwałego zadowolenia z życia.
Myślę też, że sposób, w jaki przeżywamy starzenie, zaczyna się dużo wcześniej. Już małym dziewczynkom często mówi się przede wszystkim: „jaka jesteś śliczna”, zamiast: „jaka jesteś odważna”, „jak świetnie sobie z tym poradziłaś”, „ile się nauczyłaś”. Dzieci obserwują również swoje mamy. Jeśli słyszą, że kobieta nieustannie krytykuje swój wygląd, łatwo uwewnętrzniają przekonanie, że właśnie od niego zależy jej wartość. Dojrzałość daje jednak szansę, by to zmienić. Możemy powiedzieć sobie: „Tak, mam zmarszczki. I co z tego?” To ważne pytanie. Czy naprawdę byłam szczęśliwsza, kiedy miałam dwadzieścia kilka lat?
Czy kryzys wieku średniego rzeczywiście musi być kryzysem? A może jest szansą na stworzenie życia bardziej zgodnego ze sobą niż kiedykolwiek wcześniej?
Myślę, że warto zacząć od samego słowa „kryzys”. W potocznym rozumieniu kojarzy się z czymś wyłącznie negatywnym, tymczasem w psychologii kryzys oznacza przede wszystkim moment przejścia i zmiany. To czas, który niesie zarówno zagrożenie, jak i szansę. Od nas w dużej mierze zależy, na czym skupimy uwagę.
W połowie życia coraz wyraźniej uświadamiamy sobie, że czas jest ograniczony. I choć ta myśl może budzić lęk, paradoksalnie bardzo często dodaje odwagi. Pojawia się pytanie: „Jeśli nie teraz, to kiedy?” To właśnie ono sprawia, że wiele osób zaczyna podejmować decyzje, które wcześniej przez lata odkładały. Dotyczy to zarówno kobiet, jak i mężczyzn. Kobiety coraz częściej mają odwagę kończyć relacje, które przestały im służyć, zmieniać pracę, realizować marzenia czy stawiać siebie wyżej na liście priorytetów. Współcześnie sprzyja temu również większa niezależność ekonomiczna i społeczna niż jeszcze kilkadziesiąt lat temu.
To także moment, w którym wiele kobiet po raz pierwszy pozwala sobie zrobić coś wyłącznie dla siebie. Dzieci są już bardziej samodzielne, obowiązków opiekuńczych jest mniej, więc pojawia się przestrzeń na pasje, które przez lata czekały na swoją kolej. Ktoś zapisuje się na lekcje śpiewu, ktoś wyjeżdża z przyjaciółką na wymarzony urlop, ktoś zaczyna malować albo wraca na studia. Nie dlatego, że musi coś udowodnić, ale dlatego, że wreszcie czuje, że tego właśnie chce i ma na to czas i możliwości. Z zewnątrz bywa to czasem oceniane jako „kryzys wieku średniego” czy nagły kaprys. Ja patrzę na to inaczej. Często są to bardzo racjonalne decyzje, wynikające z większej świadomości siebie. To moment, w którym przestajemy żyć wyłącznie według oczekiwań innych i zaczynamy zadawać sobie pytanie: jak naprawdę chcę przeżyć kolejne lata?
Dojrzałość uczy również akceptacji niepewności. Nikt z nas nie wie, ile czasu ma przed sobą ani co wydarzy się jutro. Nie mamy wpływu na wszystko, ale mamy wpływ na to, jak wykorzystamy czas, który jest nam dany. I właśnie ta świadomość często staje się impulsem do życia bardziej w zgodzie ze sobą. Dlatego nie postrzegam kryzysu wieku średniego wyłącznie jako trudnego doświadczenia. Owszem, może być wymagający, ale jednocześnie bywa początkiem bardzo ważnej transformacji. To moment, w którym zamiast pytać: „czego już nie mogę?”, coraz częściej zaczynamy pytać: „czego naprawdę chcę?”, „co jest dla mnie ważne i mogę do tego dążyć?” I właśnie w tej zmianie perspektywy kryje się największa siła dojrzałości.
Czytaj więcej

Rozmowa w ramach cyklu Kobiety FEMINI. Najpiękniejsze zdjęcia nie powstają wtedy, gdy kobieta idealnie pozuje. Powstają wtedy, gdy przestaje się oceniać. O kobiecości, samoakceptacji i momentach, k...

Czy w menopauzie trzeba zrezygnować z glutenu, nabiału i owoców? Czy hormony rzeczywiście odpowiadają za dodatkowe kilogramy? A może wystarczy zadbać o kilka podstawowych elementów diety? O faktach...

Po 40. roku życia ciało się zmienia, ale nie oznacza to, że musimy podporządkować życie kolejnym dietom, zakazom i restrykcjom. Co naprawdę ma znaczenie w okresie okołomenopauzalnym – białko, mięśn...

Menopauza to nie tylko zmiany hormonalne, ale także moment ważnych pytań o siebie i swoje życie. O lęku przed starzeniem, kryzysie wieku średniego i odkrywaniu siły dojrzałości rozmawiamy z Urszulą...